Wielkie wakacje

A może by tak rzucić to wszystko i wyjechać na wakacje?

Krzywa Piza w Lukce

Zwiedzanie Toskanii nie mogłoby się obejść bez odwiedzenia Pizy, miasta rozsławionego przez pomnik fuszerki. Tak, tak, majster spartaczył robotę, a kolejni brnęli w walący się projekt.

Pod słońcem Toskanii… ponownie

Jest środa i właśnie dotarliśmy w okolice Vady. Do Toskanii planowaliśmy przenieść się już wczoraj, jednak szyki pokrzyżowała nam pogoda. We wtorek początkowo miało padać do 8:00, następnie prognozowany koniec opadów przesunął się na 12:00, a na końcu na 14:00. Składanie się w deszczu mamy przetrenowane, ale jest to wątpliwa przyjemność, więc postanowiliśmy zabawić w okolicach Rawenny dzień dłużej.

Komercyjne państewko

Niedziela, jak to niedziela, minęła nam na odpoczynku. Synoptycy zapowiadali, że czasem ma coś pokapać, ale znowu nas oszukali, bo tylko czasem coś nie kapało. Pomimo przeciętnej pogody udało się pograć w badmintona (trzeba było tylko uważać odbierając wysokie zagranie, żeby woda nie dostała się do oczu) i przejść po plaży. W poniedziałek czekało nas poważne zadanie – zamierzaliśmy pojechać z misją dyplomatyczną do San Marino.

Rawenna mozaiką stoi

Organizm pamiętał ukręcone poprzedniego dnia kilometry i sabotował pobudkę. Na szczęście jest jeszcze pęcherz, który nie pozwala długo spać! W związku z planowanym opadem w drugiej połowie dnia, obraliśmy sobie za cel pobliską Rawennę i jej muzea z kościołami. Ruszyliśmy autobusem spod kempingu i już niebawem dotarliśmy do małego i spokojnego miasteczka.

Delta Padu zwanego Po

Dziś zapolujemy na ptaki… ale z aparatem. Co prawda nie wiem, jak się poluje z aparatem na ptaki. Rzuca się nim, czy też zostawia jako przynętę, a potem wyskakuje z krzaków i takiego ptaka kijem w łeb? Może Barbara coś wymyśli. Najlepsze efekty ponoć uzyskuje się skoro świt, ale my nie jesteśmy wybredni, zadowolimy się ptakami-śpiochami, co je można spotkać w środku dnia, a nie tylko o barbarzyńskiej porze.

Laba

Nie spieszyliśmy się ze wstawaniem, chociaż ja całą noc walczyłem z pęcherzem. To odwieczny problem spania w namiocie na kempingu. Ciało mówi wstawaj, ale w śpiworze jest tak ciepło, a poza tym człowiek zaspany. W pewnym momencie już nie było wyjścia i trzeba było się wygramolić. Ogarnęliśmy się, zjedliśmy wypasione śniadanie, wzięliśmy książki i umościliśmy się w hamaku.

Składanie w deszczu i wizyta u Emila i Romana

Zdrada! Zdrada! Po raz kolejny synoptycy nas oszukali. Zaczęło padać z samego rana, więc składanie było w deszczu. Gdybyśmy o tym wiedzieli wcześniej, już byśmy przeboleli te dwa dni ulewy i zostali na miejscu. Częściowo spakowani mieliśmy wybór, albo się z powrotem rozpakować, albo kontynuować pakowanie przy niesprzyjających warunkach.

Latanie po chmurach

W nocy przestało padać, chmury się rozwiały i zrobiło się znacznie zimniej niż miało być. Z rana co prawda świeciło słońce, ale ciągle czuć było chłód w kościach. Z głowami pełnymi planów przelotowych pojechaliśmy na startowisko. Wylanie tyle wody na ziemie poprzedniego dnia ma swoje konsekwencje w dniu następnym.

Pęknięta guma i dyszcz

Z rana dotarła kolejna porcja znajomych, tym razem pozdrawiamy Bartka z rodziną. Przy obecnych prognozach Michał i Jagoda uciekli do Wenecji, a my zaplanowaliśmy sobie wycieczkę rowerową. Nie spieszyliśmy się z rana, w końcu zakładaliśmy trasę raczej lokalną, ale też nie ociągaliśmy się zbytnio. Gotowi do startu wzięliśmy rowery i okazało się, że mam kapcia w tylnym kole.

Polatane na starych śmieciach

Bassano to zagraniczne miejsce do latania, które poznałem jako pierwsze w swojej karierze pilota. Znam kilka ciekawszych miejsc paralotniowych, jednak to ma swój urok. Z rana ogarnęliśmy się i pojechaliśmy załatwić flycartę.

Page 4 of 6

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén