Zdrada! Zdrada! Po raz kolejny synoptycy nas oszukali. Zaczęło padać z samego rana, więc składanie było w deszczu. Gdybyśmy o tym wiedzieli wcześniej, już byśmy przeboleli te dwa dni ulewy i zostali na miejscu. Częściowo spakowani mieliśmy wybór, albo się z powrotem rozpakować, albo kontynuować pakowanie przy niesprzyjających warunkach. W głowach mieliśmy już wizję odpoczynku na kempingu blisko morza w okolicach Rawenny, więc brnęliśmy w zwijanie się pomimo deszczu. Największym wyzwaniem było spakowanie namiotu tak, by go za bardzo nie ubłocić. Jakoś go pozwijaliśmy, mokry i wielki pakunek załadowaliśmy do modnej ostatnio torby ze szwedzkiego sklepu meblowego, efekty ocenimy przy rozkładaniu. Ponownie olaliśmy autostrady i pojechaliśmy na południe. Nie było pośpiechu, bo i w Rawennie miało padać do popołudnia, a rozkładanie się w deszczu nie wchodziło w grę. Na trasie pogoda dopisywała do momentu zbliżania się do celu. Wjeżdżając do stolicy Emilii Romanii drogi były tak pozalewane, że czasem ciężko było jechać. Trochę przerażająco wyglądały jakieś Huty Katowice w strefie przemysłowej (Rawenna to ośrodek wydobycia gazu ziemnego), ale oddaliliśmy się nieco od nich i wjechaliśmy w piękny las sosnowy. Znaleźliśmy w końcu kemping i przystąpiliśmy do rozważań nad pozostaniem czekając aż przestanie padać. Wolelibyśmy siedzieć jak najdalej od kominów, ale opinie o okolicznych kempingach były przeciętne, więc Barbara wyskoczyła na rekonesans. Miejsce zostało zaakceptowane, Barbara poszła załatwiać formalności, gdzie została zaskoczona przez pracownicę kempingu znajomo brzmiącym „Dzień dobry”. Okazało się, że pani pochodzi z Polski, dzięki czemu wszelkie informacje będziemy mieli w zrozumiałym języku. Przy tak dużym kempingu i tak małym obłożeniu mieliśmy duży wybór miejsc. Tym razem warunkiem koniecznym była możliwość powieszenia hamaka. Coś udało się znaleźć i z trwogą zaczęliśmy rozkładać namiot. Ku naszej radości nie było źle – mokry ale czysty. Rozgościliśmy się, Basia przystąpiła do grzania obiadu, a ja zamocowałem hamak i zatonąłem w nim. Coś mi się wydaje, że będziemy w nim często zalegać. Po obiedzie wybraliśmy się na plażę. Byliśmy już nad morzem po jednej stronie buta, tym razem trafiliśmy na drugą.

Plaża była długa, piaszczysta i pusta, niestety przygotowują ją do sezonu jeżdżąc ciężkimi maszynami… ciekawe, myślałem, że plaża sobie po prostu jest, a tu tymczasem trzeba ją przebudować przed zalewem ludzi. Nie bardzo wiem na czym ich prace miałyby polegać, poza rozjeżdżaniem piachu ciężkim sprzętem i może nie dowiem się, jeśli wyjedziemy przed zobaczeniem efektu końcowego. Po powrocie kontrola prognoz i spać.