Prysznic. Śniadanie. Kawa. Powinno być w drogę, ale cóż za niespodzianka, agroturystyka pełna jest zwierząt, z którymi oczywiście musieliśmy się zapoznać. Konie, kozy, kuce, amadyny zebrowate, gołębie ozdobne i inny drób. Zwierzęta zwierzętami, ale droga sama się nie przejedzie. Po kolejnych siedmiu godzinach dotarliśmy w okolice Rzymu, gdzie zastała nas burza. Ciężko rozpakować samochód w ulewie, a od Sermonety dzieliło nas jeszcze czterdzieści kilometrów jazdy przez włoskie miejscowości. Przez godzinę rozgrywał się dramat pod tytułem „Zdążyć przed deszczem”. W Sermonecie okazało się, że całą zimę nie padało i teraz też nie planowali żadnych opadów, więc niepotrzebnie się spieszyliśmy. W końcu dotarliśmy. Teraz czeka nas już tylko wino, relaks i sen… głęboki… długi… nieprzerwany.