Z Włoch przemieściliśmy się na kilka dni z powrotem do Greifenburga. Najszybsza trasa okazała się prowadzić przez Dolomity i Tyrol. Niesamowite widoki, aż chciało się jechać jak najdłużej.

Austria, ach Austria, gdyby ktoś zapytał mnie z czym kojarzy mi się ten kraj, odpowiedź byłaby prosta – smród krowiaka. W tym rolniczym kraju, gdzie się człowiek nie ruszy, czuć świeżo nawiezione pole. Wspaniałe aromaty są szczególnie wskazane podczas spożywania posiłku.
Po drodze do Greifenburga zobaczyliśmy reklamy międzynarodowego festiwalu teatrów ulicznych „Olala”, co dało nam pomysł na spędzenie dnia w przypadku braku pogody na latanie. Tak się akurat zdarzyło w czwartek, więc wsiedliśmy na rowery i popedałowaliśmy ponad 40km do Lienzu. Miasteczko nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia. Ot znowu ktoś wpadł na pomysł, aby ze starówki urządzić centrum handlowe. Czy gdybym chciał kupować ciuchy marek dostępnych wszędzie, przyjechałbym do Lienzu? Za to mieli tam przynajmniej polską kuchnię! Wreszcie mogliśmy uraczyć się kebabem! Co prawda nie docierało do nich, jak mówiłem „KEEEBAAAB Z KUUURCZAAAKAAA NAAAA CIEEENKIIIM, SOOOS MIEEESZAAANY”. Do jakiej oni szkoły kebabowni chodzili, skoro nie rozumieli podstawowych zwrotów? Sytuację poratowały włoskie lody. Odżywieni mogliśmy udać się na rynek, by obejrzeć jedno z przedstawień. Przeglądając program można zauważyć, że według Austriaków międzynarodowy oznacza tylko narody, które mówią po niemiecku. Mieliśmy już do czynienia z teatrami ulicznymi i język nie stanowił przeszkody, więc nie spodziewaliśmy się rozczarowania. Niestety tym razem przedstawienie okazało się mocno przegadane, przynajmniej na początku. Spektakl skierowany był do dzieci i nie wiem czemu autor stwierdził, że aby bawić dzieci trzeba robić z siebie idiotę. Może austriackie dzieci nie rozumieją innego humoru? Po jakimś czasie nie byliśmy w stanie katować się dłużej przedstawieniem i usiedliśmy z boku. Po chwili zmieniła się oprawa muzyczna, więc Barbara rzuciła okiem na scenę. Tym razem autor się rozbierał… nie wiem jak u nich, ale u nas, gdy podstarzały facet rozbiera się przed dziećmi, to jest pedofilia, a nie sztuka. Zniesmaczeni przedstawieniem zaczęliśmy wracać na kemping. Czekało nas kolejne ponad 40km pedałowania.
Super wycieczka, świetnie przygotowana trasa, bardzo przyjemnie się jechało, tylko wizyta w Lienzu nieco rozczarowująca.